Albo polityka, albo patriotyzm

Wielu Polaków manifestuje patriotyzm poprzez zaangażowanie polityczne. Tymczasem w polityce pojęcie patriotyzmu służy tylko jednemu celowi – osiągnięciu władzy.

O co chodzi w polityce?

Arystoteles określał politykę jako sztukę rządzenia, której celem było osiągnięcie ładu społecznego. Według klasycznej definicji Maksa Webera polityka to dążenie do udziału we władzy lub wywierania wpływu na jej podział. W tym rozumieniu nadrzędnym celem działań politycznych jest zdobycie lub utrzymanie kontroli nad społeczeństwem. Z kolei Stephen Tansey opisywał politykę jako umiejętność osiągania założonych celów.

Dla poniższych rozważań najcenniejszą definicją jest ta zaproponowana przez prof. Mariusza Gulczyńskiego:

Polityka to działalność polegająca na przezwyciężaniu sprzeczności interesów i uzgadnianiu zachowań współzależnych grup społecznych i wewnątrz nich za pomocą perswazji, manipulacji, przymusu i przemocy, kontestacji, negocjacji i kompromisów, służąca kształtowaniu i ochronie ładu społecznego korzystnego dla tych grup stosownie do siły ich ekonomicznej pozycji i politycznych wpływów.

Wszystkie te pomysły łączy jeden element: polityka to umiejętność wykorzystywania różnorodnych metod w celu zdobycia lub utrzymania władzy. Może to być obietnica 500 złotych na dziecko (PiS, 2015 r.) lub 300 miliardów z funduszy europejskich (PO, 2011 r.); może to być także tworzenie sugestywnych konstrukcji językowych: „Polska – wielki plac budowy” (PO, 2011 r.) czy „służyć Polsce – słuchać Polaków” (PiS, 2014 r.).

Instrument do zdobycia władzy

Najskuteczniejsze jest jednak nie tworzenie, lecz wykorzystywanie istniejących pojęć. Najlepiej o szerokim zapleczu znaczeniowym, wiążących się z określonym światopoglądem i systemem wartości. Takich jak patriotyzm.

Po co się to robi? Aby przekonać potencjalnego wyborcę, że głosując na to czy inne ugrupowanie, postępuje on zgodnie z konkretnym systemem wartości.

Skutki uboczne takiego postępowania widzimy na co dzień. Patriotyzm, wprzęgnięty w propagandową polityczną machinę największych ugrupowań, zaczyna być definiowany zgodnie z ich interesami. Wielu z nas bezrefleksyjnie przyjmuje polityczny punkt widzenia i tworzy tzw. „twardy elektorat” – ideologiczną forpocztę poszczególnych partii przekonującą, że popieranie tego czy innego ugrupowania to wyraz miłości do ojczyzny.

Co ciekawe – z podobnej formy manipulacji, oczywiście w znacznie bardziej brutalny i bezprawny sposób, korzystały służby specjalne PRL. Wielu informatorów wierzyło, że pomagając „legalnej władzy”, przyczynia się do unormowania stosunków w państwie, ocalenia życia ludzi czy dobrobytu obywateli. Metoda „na patriotę” była szczególnie skuteczna tam, gdzie zawodziła tradycyjna „marchewka”, czyli pieniądze. Brzmi znajomo?

Studium przypadków

Przykłady można mnożyć. Pozwoliłem wybrać sobie dwa, w zasadzie pierwsze z brzegu: Jarosław Kaczyński mówiący podczas wizyty w Radomiu w październiku 2015 r.: głosowanie na Prawo i Sprawiedliwość jest głosowaniem dla Polski (…) nawet jeśli ktoś nie podziela wszystkich idei naszej partii to jeśli jest patriotą, powinien głosować na PiS.

Więcej tu: http://www.parlamentarny.pl/wydarzenia/kaczynski-jesli-jestes-patriota-glosuj-na-pis,1450.html

W takim wypadku nie ma znaczenia, czy ktoś całe życie poświęcił badaniu historii Polski, a dla promocji polskiego punktu widzenia historii wykonał tytaniczną wręcz pracę – jeśli jest przeciwko PiS, nie jest polskim patriotą. Tak, mam na myśli Normana Daviesa.

I z drugiej strony barykady: Jarosław Makowski (radny sejmiku śląskiego V kadencji z ramienia PO) oraz akcja „Patriotyzm, który łączy”: Te hasła (obraźliwe, ksenofobiczne – przyp. DR) widzieliśmy na murach miast naszego regionu. Dzisiaj chcemy zwrócić uwagę na to, że patriotyzm zawsze powinien łączyć, że powinien być zawsze przeciwko ksenofobii, wykluczaniu i stygmatyzacji.

Więcej tu: http://slaski.platforma.org/aktualnosc/40121/patriotyzm-ktory-laczy

Ta forma wykorzystywania pojęcia patriotyzmu jest znacznie subtelniejsza, bo ma charakter pozornie pozytywny. Politycy i działacze – w tym wypadku Platformy Obywatelskiej – zebrali na jednej tablicy ksenofobiczne hasła z murów śląskich miast, po czym zakryli je polskimi flagami i ogłosili, że ich patriotyzm jest przeciwny ksenofobii i stygmatyzacji. Aż chce się zapytać – a czyj w takim wypadku nie jest?

W całej akcji chodziło oczywiście o utrwalenie negatywnego obrazu „patriotyzmu” przeciwników politycznych i przeciwstawienie własnego – obliczonego na konkretny elektorat. Realnego zaangażowania w promocję mądrych postaw patriotycznych zwyczajnie w niej nie ma.

W powyższych przypadkach – a także wielu, wielu innych – pojęcie patriotyzmu sprowadzone jest wyłącznie do roli narzędzia. Ma ono pomóc osiągnąć cel, jakim jest zdobycie lub utrzymanie władzy. W podobny sposób polityka angażuje setki innych słów, obrazów, wydarzeń posiadających status symbolu dla odpowiednio dużej grupy osób – potencjalnych wyborców.

Po pierwsze – wątpić!

Jedyną metodą przeciwstawienia się takim działaniom jest przedefiniowanie patriotyzmu – sprowadzenie go do roli postawy zwróconej w stronę rozwoju indywidualnego. Pisałem o tym szerzej w artykule „Co to jest patriotyzm?”.

Bardziej niż na krzykaczach sejmikowych podpierających się politycznymi szyldami, nasz kraj skorzysta na osobach znających własną kulturę, historię i sztukę; silnych i gotowych do działania; pracowitych i oddanych społecznie. A przede wszystkim – wątpiących w słowa polityków.

***

Albo polityka, albo patriotyzm. Zgadzacie się? Piszcie w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.