Jacek Komuda: obraz Hubala tkwił we mnie od lat [wywiad, cz. 2]

Jacek Komuda: obraz Hubala tkwił we mnie od lat [wywiad, cz. 2]

„Hubal” to najnowsza powieść Jacka Komudy. Opowiada o losach majora Henryka Dobrzańskiego. Dlaczego autor zdecydował się opisać właśnie tę postać, z jakimi wyzwaniami się to wiązało i dlaczego była to najtrudniejsza książka w jego karierze – na te pytania pisarz odpowiedział w wywiadzie, który przeprowadziłem dla czytelników mojego bloga.

Poniższy tekst powstał dzięki uprzejmości Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdyni. Na prośbę Biblioteki poprowadziłem publiczne spotkanie autorskie z Jackiem. Odbyło się ono na gdyńskiej Plaży Miejskiej, w ramach akcji „Przystań:Książki”.

Ze względu na objętość wywiad podzieliłem na dwie części. Poniżej przedstawiam drugą część, aby przeczytać pierwszą – kliknij tutaj.

***

Twoja najnowsza powieść „Hubal” to też w pewnym sensie odskocznia od tematu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tym razem przeniosłeś nas w czasy II wojny światowej. Książka opowiada o losach majora Henryka Dobrzańskiego, tytułowego „Hubala”. Dlaczego zdecydowałeś się opisać właśnie tę postać?

Wiele lat temu zainspirował mnie film Bohdana Poręby pt. „Hubal”. Poza tym Dobrzański pojawiał się w opowieściach moich dziadków o wrześniu 1939 roku. Mój dziadek miał zgłosić się wówczas do komendy rejonowej w Grójcu pod Warszawą, lecz kiedy tam dotarł nie zastał nikogo poza… Niemcami. Dawna Polska rozpadała się, ludzie tracili majątki. W tym wszystkim jedynym bohaterem, który nie poddał się Niemcom, był właśnie legendarny major.

Taki obraz Hubala tkwił we mnie od lat, aż postanowiłem napisać o tej postaci książkę.

Warto dodać, że wcześniej napisałem też opowiadanie do antologii Fabryki Słów, która nie ukazała się w druku. Jego akcja toczyła się we wrześniu 1939 roku, a bohaterami byli dwaj ułani z Pułku Ułanów Grodzieńskich. Początkowo miało to być opowiadanie, ostatecznie rozrosło do rangi mikropowieści o objętości ponad 100 stron. Pomyślałem sobie w końcu, że jeśli mam pisać o wydarzeniach września 1939 roku – to tylko o Hubalu.

Wielokrotnie wspominałeś, że była to najtrudniejsza książka w Twojej karierze. Skąd ta trudność?

Pisanie tej powieści przeżyłem bardzo mocno. Na własnej skórze odczułem to, jak Polska w 1939 roku umierała. Jak żołnierze polscy stawiali desperacki opór. Jak musieli podejmować trudne decyzje – bić się czy nie bić się. Walka wiązała się z represjami wobec ludności cywilnej. Dzisiaj wiemy, że Niemcy i tak paliliby wsie, mordowali ludzi. Wtedy nie było to takie proste.

To zabrzmiało idealistycznie. Tymczasem, jak to u Jacka Komudy bywa, Hubal nie jest dzieckiem malowanym…

Henryk Dobrzański tak naprawdę był bardzo ponurą postacią w historii polskiego wojska. Na początku 1939 bezskutecznie jeździł po kraju, próbował wstąpić do armii. I nikt nie chciał go do niej przyjąć. Dobrzański nie pasował do ówczesnego systemu wojskowego. Nie potrafił się podporządkować przełożonym. Największych przewinień dopuścił się jako dowódca Ośrodka Zapasowego w Wołkowysku. Placówka ta zajmowała się przygotowywaniem koni dla żołnierzy, a także całego rynsztunku niezbędnego do prowadzenia działań. Dobrzański został tam przeniesiony karnie, za romans z Natalią Czapską.

Dla Hubala było to poniżające, więc po prostu… obraził się i nie pojawiał w swojej jednostce. W końcu został za to zawieszony w czynnościach. Przed poważnymi konsekwencjami uchronił go fakt, że był bohaterem wojny 1920 roku. Z wojska został jednak wydalony, można powiedzieć „za porozumieniem stron”. Lekarz wojskowy stwierdził, że major jest niezdatny do dalszej służby.

Tak naprawdę Dobrzański powinien ponieść znacznie większą karę. Zaniedbania w Wołkowysku spowodowały, że wojsko nie dysponowało sprzętem do prowadzenia walki. To tak, jakby dzisiejsi mechanicy wojskowy przestali dbać o Leopardy do tego stopnia, że te nie nadawałyby się do służby.

A jednak Dobrzańskiemu udało się zmyć czarną legendę podczas wojny…

Tak, jako żołnierz walczył do końca. Chociaż na terenach, na których operował, wiele osób nie wspomina go zbyt dobrze. Sporo takich „czarnych” opowieści zweryfikowałem negatywnie, jednak warto pamiętać, że w warunkach walki partyzanckiej konflikty z ludnością cywilną są nieuniknione. Na wojnie nie ma bohaterów kryształowych.

Jesteś twórcą pełnymi garściami czerpiącym z nurtu fantasy. W „Hubalu” dałeś temu wyraz tworząc Bohatyra, tajemniczego wierzchowca majora Dobrzańskiego. Czemu rangę magiczną nadałeś właśnie temu zwierzęciu?

Bo kocham konie. Sam mam dwa wierzchowce, które wykorzystuje do rekonstrukcji historycznych i wypraw. Dobrzański chyba podzielał moją fascynację. Był kawalerzystą, sportowcem, członkiem drużyny olimpijskiej, która w Nicei zdobyła drużynowo srebrny medal. Otrzymał też srebrną papierośnicę księcia Walii dla najlepszego indywidualnego jeźdźca. Oczywiście, jak to u Hubala, także w jego konnej karierze nie obyło się bez skandali. Przykładowo jednego ze swoich koni major nazwał „Nic ci do tego”. Jeżeli jakakolwiek inspekcja pytała o imię zwierzęcia, otrzymywała bardzo jasny komunikat. To wywoływało liczne kłótnie i kontrowersje.

Jako ciekawostkę warto też dodać, że oddział Dobrzańskiego odbił Niemcom najlepsze polskie konie ze stadniny kozienickiej. Znajdowały się tam wierzchowce marszałka Śmigłego-Rydza czy prezydenta Mościckiego. W czasie działań wojennych większość z tych koni utracono, ale ich ostatnimi jeźdźcami byli Polacy.

Na okładce książki można przeczytać, że przebyłeś cały szlak bojowy Hubala. Przybliżysz nam kulisy swoich podróży?

Śladem majora podążam od lat. Trochę pieszo, trochę konno, trochę samochodem. Wiele z miejsc wygląda dziś zupełnie inaczej. Tam, gdzie dawniej były pola, dzisiaj znajdują się lasy. I odwrotnie. Chciałbym podążać szlakiem Dobrzańskiego w siodle, ale dawne polne drogi dzisiaj często wylane są asfaltem, a to – jak wiadomo – nie jest najlepsza nawierzchnia do jazdy konnej.

Twoja nowa książka jest bardzo pokaźna objętościowo. Po raz pierwszy rzuciłeś sobie tak duże wyzwanie przy pojedynczej powieści?

W założeniu „Hubal” miał być znacznie krótszy. Ostatecznie dużo spraw musiałem opisać bardzo dokładnie, korzystając ze specjalistycznej dokumentacji. Dajmy na to sceny rozstrzeliwania Niemców. Historycy są sprzeczni co do ich wiarygodności, mimo dokładnych opisów jednego z jego żołnierzy – niejakiego Kalenkiewicza. Konfrontacja z tak pokaźnym materiałem źródłowym przełożyła się na ilość stron.

„Hubala” skończyłeś kilka miesięcy temu, więc już teraz mogę Cię o to zapytać – co dalej?

Póki co odpoczywam. W najbliższej przyszłości muszę dokończyć cykl Samozwańca. Jeśli chodzi o inne okresy historyczne, poza XVII wiekiem, w odleglejszej przyszłości chciałbym zająć się np. powstaniem warszawskim. Obecnie mamy dwie skrajne oceny tego wydarzenia. Z jednej strony są w Polsce historycy, którzy nazywają walki w Warszawie obłędem. Z drugiej natomiast sami powstańcy podkreślają chęć wzięcia odwetu na okupantach. Zdaję sobie sprawę, że może być to kontrowersyjna historia, ale właśnie dlatego chciałbym się z tym tematem zmierzyć.

***
Przeczytaj także pierwszą część wywiadu z Jackiem Komudą, w której opowiada o fascynacji Rzeczpospolitą Obojga Narodów i dotychczasowym dorobku pisarskim.

1 comment

  1. Musze sie wam pochwalic w końcu zrzuciłam – 6 kilogramow. Przeszukałam chyba caly polski internet zeby znaleźć cos na odchudzanie i znalazłam. Wpiszcie sobie w google: xxally radzi jak szybko schudnac

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.