Jacek Komuda: Sienkiewicza mam w dupie [wywiad, cz. 1]

Jacek Komuda: Sienkiewicza mam w dupie [wywiad, cz. 1]

Jacek Komuda to pisarz znany każdemu, kto interesuje się literaturą historyczną. Od kilkunastu lat tworzy bestsellerowe powieści osadzone w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów – i nie tylko.

Poniższy tekst powstał dzięki uprzejmości Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdyni. Kilka dni temu na prośbę Biblioteki poprowadziłem spotkanie autorskie z Jackiem. Odbyło się ono na gdyńskiej Plaży Miejskiej w ramach akcji „Przystań:Książki”. Ze względu na objętość wywiad podzieliłem na dwie części.

***

DR: Przygotowując się do rozmowy z Tobą, natrafiłem na zasadniczy problem. Czy Jacek Komuda jest pisarzem prozy historycznej czy fantasy?

JK: Zaczynałem rzeczywiście jako człowiek związany z fantastyką, bowiem w latach dziewięćdziesiątych, tj. w czasach, których debiutowałem, nie sposób było wydać książki historycznej. Za każdym razem, kiedy próbowałem w jakimś wydawnictwie zaproponować coś podobnego, byłem zbywany – najczęściej Sienkiewiczem. To on miał wówczas monopol o opowiadanie o XVII-XVIII wieku. Tym samym zmuszony byłem do łączenia fantastyki z historią, czego zresztą się nie wstydzę.

Nawet dzisiaj, jeśli przyjrzymy się półkom sklepowym, nie sposób znaleźć miejsca poświęconego powieści historycznej. Jeżeli istnieją działy zatytułowane „Historia”, najczęściej znaleźć w nich można książki popularnonaukowe. Proza historyczna znajduje się albo w działach literatura polska, albo – jak w moim wypadku – fantastyka. Wynika to z faktu, że kilka powieści fantasy w swoim życiu popełniłem, a moje wydawnictwo znane jest z wydawania właśnie tego typu twórczości.

Inna rzecz jest taka, że księgarze wolą, aby moje książki leżały na półkach z fantastyką, bo zwyczajnie łatwiej jest je znaleźć.

komuda

Jednak nie zaprzeczysz, że w Twojej prozie historycznej jest dużo z nurtu fantasy…

Pewna doza fantastyki musi znaleźć się w fabułach dotyczących XVII wieku – po to, aby pokazać psychikę i obyczajowość żyjących wówczas ludzi. Pamiętajmy, że dawniej powszechnie wierzono w czary, diabły i czarownice. To były siły bardzo ważne, oddziaływały na życie. Jak wieść niesie – bitwa pod Korsuniem z 26 maja 1648 roku zaczęła się właśnie tego dnia tylko dlatego, bo Mikołaj Potocki, hetman wielki koronny, opóźnił o jeden dzień wymarsz wojsk polskich – stwierdził, że nie będzie walczył w poniedziałek, że w tym dniu działają na niego złe moce.

Gatunek, który stworzyłeś, określany jest też mianem easternów, czyli powieści awanturniczych, pełnych koni, szabel, przygód. To twoja metoda na pisanie o historii?

Zawsze lubiłem książki sensacyjne, takie, w których coś się działo. Stąd nigdy nie napisałem nudnej książki. Nudne książki musiałem czytać w czasach szkolnych. Dotyczyły one najczęściej bohaterskich milicjantów stających w obronie jedynej słusznej opcji politycznej. Moje powieści mają być przede wszystkim ciekawe.

Czy właśnie dlatego nie lubisz twórczości Henryka Sienkiewicza? Bo jest nudna?

Wspominałem, że dawniej Sienkiewicz uznawany był przez wydawców za monopolistę, jeśli chodzi o powieść historyczną. Próbując przebić ten mur, zniechęciłem się do jego twórczości. Oczywiście nie uważam, żeby Sienkiewicz był złym pisarzem – pisał zgodnie z duchem swojej epoki. Nie dostaję palpitacji serca na myśl o jego twórczości, nie nazwałbym jego imieniem swojego psa. Po prostu w pewnym momencie musiałem się od tego nazwiska całkowicie odseparować. Pisarz ten jest takim monumentem w historii polskiej literatury, że każdy twórca powieści historycznej ma tylko dwie drogi: albo paść przygnieciony jego ciężarem, albo całkowicie go odrzucić. Ja zdecydowałem się na tę drugą opcję.

Inna sprawa, że jako absolwent historii zdaję sobie sprawę, że Sienkiewicz wiele faktów zwyczajnie przeinaczał. A tego nie trawię.

Nie ukrywam też, że jestem bardzo przekorny. Wielu Polaków, szczególnie polityków, uznaje, że znajomość prozy Sienkiewicza jest swoistym probierzem polskości. Kto nie zna jego dzieł – tego należy wyrzucić poza nawias społeczeństwa. I to mnie wkurza. Napisałem wiele powieści historycznych, większość okazała się bestsellerami. W takiej sytuacji mówię: ja Sienkiewicza mam w dupie.

02-DSC_1680

Uważasz, że dzisiaj początkujący pisarze prozy historycznej mają podobny problem, co ci w latach dziewięćdziesiątych? Dalej mówi im się o tym nieszczęsnym Sienkiewiczu?

Nie, dzisiaj jest przynajmniej kilku autorów powieści historycznych. Zmienili się wydawcy. Dawniej wierzyli oni, że można pisać albo Sienkiewiczem, albo wcale. Mam też wrażenie, że dzisiejszy czytelnik nie uwierzy w krystaliczne postacie w stylu Skrzetuskiego. Są one zwyczajnie nudne.

Akcja większości Twoich powieści toczy się w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Krainie wyjątkowej w skali nowożytnej Europy. Dlaczego ten okres uznałeś za „swój”?

Bo jest piękny. Polacy w tych czasach wymyślili swój własny strój, architekturę, sposób bycia. Angażowali się w politykę zagraniczną. Jeżeli weźmiemy przewodnik po Europie np. z lat dziewięćdziesiątych, to o Polsce są dwa zdania. Taki sam przewodnik z czasów nowożytnych zawiera niemal wszystkie informacje o naszym kraju. Kiedyś znalazłem nawet zagraniczne nowożytne słowniki, w których zawarte były najważniejsze zwroty po polsku. To pokazuje, jaką pozycję miał nasz kraj w świadomości przeciętnego Europejczyka.

To polityka. Zejdźmy do poziomu szlachcica z XVII wieku. Co cię w nim inspiruje?

Przede wszystkim wolność. W Rzeczpospolitej Obojga Narodów będąc szlachcicem lub nawet chłopem umiejącym sprytnie szlachcica udawać, można było być człowiekiem całkowicie wolnym. Otworem stała kariera wojskowa, dworska, ziemiańska. Fortuna leżała na gościńcu, wystarczyło ją tylko podnieść, a potem utrzymać – zazwyczaj przy pomocy ostrej szabli. Można było też uciec na Dzikie Pola i wieść żywot awanturnika.

To właśnie Dzikie Pola i wschodnie tereny wydają się być dla Ciebie najbardziej interesujące…

Dzikie Pola, zwane też Zaporożem, zlokalizowane były w okolicach łuku Dniepru. Dzisiaj wyglądają zupełnie inaczej niż dawniej – w XIX wieku Rosjanie przeprowadzili tam akcję osiedleńczą, która przełożyła się na powstanie licznych miast. Natomiast 400 lat temu było to miejsce wyjątkowe. Kraina niepokornych. Uciekali tam wszyscy – szlachcic z wyrokiem na karku, chłop, Żyd, kozak. Wśród tej zbieraniny można było spotkać też Moskala, Turczyna, Tatara czy Szkota.

Zaporoże było krainą nieujarzmioną przez człowieka. Był to teren nieustannej wojny. To tam hartowała się w ludziach rycerska dusza.

Przeniosłeś też czytelników na północ Rzeczpospolitej. Skąd taki wybór?

Rzeczywiście – napisałem „Galeony wojny”, czyli książkę o bitwie pod Oliwą. Nie ukrywam, że chciałem odpocząć od Polski szlacheckiej. A przy okazji pokazać jak budowano rodzimą flotę, jak wyglądał nowożytny Gdańsk. Była to jedna z trudniejszych książek w mojej karierze, musiałem bowiem poznać tajniki żeglarstwa. W księgarni można znaleźć pozycje związane z żeglarstwem, ale profesjonalnych książek np. o galeonach zwyczajnie nie ma. Dlatego, rekonstruując olinowanie galeonu, studiowałem książki dla modelarzy, w tym encyklopedię modelarstwa „Historic Ship Models”. Tam można było odnaleźć wszystkie, nawet najbardziej szczegółowe informacje.

Wcześniej czytałem także pamiętniki żeglarskie z wieków późniejszych. Głównie po to, aby poczuć specyficzny morski klimat.

03-DSC_1685

Wspomniałeś o chęci odpoczynku od Polski szlacheckiej. „Najdalej” odpocząłeś, pisząc „Ostatniego honorowego”, czyli kryminał osadzony w czasach PRL…

Do napisania tej książki zainspirował mnie szermierz, który opowiedział mi o ciekawym zjawisku. W latach osiemdziesiątych wyjeżdżał na Zachód, aby brać udział w nielegalnych pojedynkach organizowanych dla zdegenerowanych bogaczy. Nie toczyły się one na śmierć i życie, ale czasami kończyły się kalectwem. W tym wszystkim zafascynowało mnie zderzenie cywilizacji – ludzie z siermiężnej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wyjeżdżali na Zachód i przeżywali autentyczną fascynację. Druga sprawa – bardzo spodobała mi się sama charakterystyka osób biorących w podobnych inicjatywach. Były to osoby honorowe, cieszące się szacunkiem swojego środowiska.

***
W kolejnej części wywiadu Jacek Komuda opowie o swojej najnowszej powieści pt. Hubal. Zdradzi kulisy jej powstania, opowie o głównym bohaterze, a także czasach, w których przyszło mu żyć. Całość już wkrótce na blogu Herbowi.pl

4 Comments

  1. Ciekawe, Jestem człowiekiem „starej daty”, więc irytują mnie cztery litery w tytule, myślę też, że Sienkiewicz ma jednak wielkie znaczenie (mimo że…), pozatem grzeszę ignorancją komusowego pisania, ale bardzo popieram młodych pisanie o polskiej historii !

  2. a ja mam w dupie Komudę. Dzięki Sienkiewiczowi – trywialnie mówiąc i nie wdając się w szczegóły – stałam się lepsza. Banał ? może. Ale prawda. A co ma Komuda w tej materii do zaoferowania ? w mojej ocenie NIC. Ktoś się może tą jego fabułą zachwycać, dla mnie nic odkrywczego, a raczej wtórnego. W życiu nie dorówna Sienkiewiczowi w tworzeniu krwistych postaci, posługiwaniu się językiem, i w wielu innych rzeczach. Nie, nie trzeba pisać „Sienkiewiczem”, wręcz przeciwnie. Nie mam nabożnego stosunku do Heńka, ale Komuda ?… :-))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.