Lisowczycy – straszniejsi od husarii

Lisowczycy – straszniejsi od husarii

Bez wątpienia najsłynniejszą polską formacją kawaleryjską była husaria. Jednak to nie przed skrzydlatymi jeźdźcami jeszcze w XIX wieku drżeli mieszkańcy Dolnej Austrii, Czech czy Węgier. Taka sława przypadła w udziale lisowczykom.

Historia lisowczyków, zwanych też elearami (z węgierskiego „przodujący”) lub straceńcami, jest stosunkowo krótka. Jako zwarta formacja wojskowa istnieli zaledwie ćwierć wieku – między 1610 i 1635 rokiem. Mimo to zdołali zapisać się na kartach historii jako niezwykle skuteczni żołnierze, a przy tym łupieżcy, bandyci i okrutnicy, jakich nie widziała Rzeczpospolita.

Wojownik sarmacki

Twórcą i pierwszym wodzem lisowczyków był Aleksander Lisowski herbu Jeż. Postać niezwykle barwna, nawet jak na standardy epoki. Z jednej strony uczestnik zwycięskiej bitwy pod Kircholmem, z drugiej banita, który przewodził konfederacjom wojskowym, a ostatecznie wystąpił przeciwko królowi podczas rokoszu Zebrzydowskiego.

Pryncypałem ich [konfederatów] Lisowski, człek bezbożny i buntownik. On tej konfederacji powodem, jego to teraz fabryka, że się rozeszli!

Jan Karol Chodkiewicz o Lisowskim, 1604 r.

Po przegranej przez rokoszan bitwie pod Guzowem w 1607 roku zmuszony był szukać protekcji wśród Radziwiłłów, potem zaś niespokojny duch wywiał go na tereny Rosji, gdzie służył w wojskach łże-Dymitra. Legenda głosi, że szukając poparcia dla uzurpatora, zapuścił się w szaleńczy rajd grubo ponad tysiąc kilometrów na południe. W okolicach Astrachania zatrzymały go dopiero brzegi Morza Kaspijskiego.

Byłać ochota i do Persji (…) dziedzicznemu nieprzyjacielowi naszemu (…) w oczy zakoliwszy zastąpić, ale Kaspijskiego Morza głębokie nurty i niedościgłe okiem brzegi nadzieję przebycia odjęły.

Jarosz Kleczkowski o Lisowskim, 1620 r.

W czasie swojej wyprawy pustoszył moskiewskie ziemie, zdobywał twierdze i gromadził wojsko. W 1609 roku, kiedy do gry o tron carów oficjalnie włączyła się Rzeczpospolita, w swoich szeregach miał ponad pięć tysięcy żołnierzy.

Ze względu na umiejętności i historię życia często porównuje się Lisowskiego do sienkiewiczowskiego Kmicica. Rzeczywiście – między nim a chorążym orszańskim jest wiele podobieństw. Lisowski posiadał niezwykły posłuch między wojskiem, był świetnym zagończykiem, wsławił się w wojnach, jakie na początku XVII wieku toczył nasz kraj. Był też watażką i buntownikiem. Wprawdzie nie puścił z dymem Wołmontowicz, ale umówmy się – liczby spalonych przez niego wiosek nie sposób się doliczyć.

lisowczycy
Józef Brandt, Lisowczycy przed gospodą, 1870 r.

Z Kmicicem łączy go również stosunek do osoby króla. U progu wojny z Moskwą Lisowskiemu udało się wyprosić odpuszczenie dawnych win w zamian za wierną służbę Zygmuntowi III Wazie. Wywiązał się ze swojej przysięgi. Do swojej śmierci w 1616 roku sumiennie palił, grabił i terroryzował wrogie tereny, przyczyniając się tym samym do polskich sukcesów w wojnie z Rosją.

Homo lissovianus

Chorągwie Lisowskiego były prawdziwym tyglem stanowym i narodowościowym. Służyli w nich Polacy, Litwini, Kozacy, Niemcy czy Tatarzy – reprezentanci wszystkich warstw społecznych. Łączyło ich okrucieństwo, ale też fantazja i bitność. Tak niekarny i trudny do opanowania element mógł być dowodzony tylko przez bezwzględnych i silnych charakterem żołnierzy. Pewnie dlatego po śmierci sławnego pułkownika między lisowczykami zapanował zwyczaj demokratycznego, samodzielnego wybierania wodza ze swoich szeregów. Było to zjawisko niespotykane w ówczesnym wojsku.

lisowczycy
Juliusz Kossak, Lisowczycy, 1880 r

Po zakończeniu działań wojennych przeciwko Carstwu Rosyjskiemu w 1619 roku rozpoczął się drugi rozdział w dziejach lisowczyków. Niesforne wojska wycofane z terenów moskiewskich w okolice Kowna bez skrupułów zaczęły łupić królewszczyzny i prywatne majątki litewskie. Chcąc pozbyć się kłopotliwego oddziału, zdecydowano się wysłać go na służbę cesarza Ferdynanda II.

Nie tylko wieśniakom, mieszczanom, szlachcie i dworom, ale nawet kościołom nie folgowali.

Mikołaj Jemiołowski o lisowczykach, II poł. XVII w.

W służbie Habsburgów elearzy walczyli najpierw na terenie Węgier, gdzie w bitwie pod Humiennem przerwali oblężenie Wiednia przez księcia siedmiogrodzkiego Gabora Bethlena. Była to tzw. pierwsza odsiecz wiedeńska, często zapominana przez historyków. Potem w Czechach, w których walnie przyczynili się do zwycięstwa sił cesarskich w słynnej bitwie pod Białą Górą.

W tym ludzkim na nich uskarżaniu większy huk niźli sama rzecz: to świadectwo powinienem im dać, że póki tam przy mnie byli, skromnie się zachowywali, żadnych skarg ni od kogo na nich nie było.

Stanisław Żółkiewski o lisowczykach, 1619 r.

Od tej pory lisowczycy stopniowo zatracali charakter jednorodnej formacji wojskowej, ich mniejsze lub większe grupy walczyły pod różnymi chorągwiami i na różnych frontach. Wciąż jednak trzon stanowiły oddziały dowodzone przez kolejnych pułkowników – Kleczkowskiego, Strojnowskiego, Kalinowskiego czy Moczarskiego. Te wsławiły się walkami pod Cecorą (1620 r.) i Chocimiem (1621 r.), a później broniły Prus Królewskich przed najazdem szwedzkim w czasie tzw. wojny o ujście Wisły (1626-1629).

lisowczycy
Józef Brandt, Strzelanie z łuku, 1885 r.

W krótkich przerwach od kolejnych kampanii wojennych lisowczycy rabowali bez skrępowania ziemie, na których stacjonowali – niezależnie od tego czy była to Rzeczpospolita, Czechy, Węgry lub Austria. Protesty szlachty stały się przyczyną ostatecznego rozformowania jednostki w latach trzydziestych XVII wieku.

Lisowczycy – fenomen

Współcześnie lisowczycy uznawani są za jedną z najskuteczniejszych lekkich formacji kawaleryjskich w historii Rzeczpospolitej. Na ich popularność wpływają jednak nie tylko sukcesy militarne, lecz także funkcjonująca w szeregach lisowczyków grupowa samoświadomość, która stworzona została przez ich pierwszego pułkownika – Aleksandra Lisowskiego. Dzięki niej utrwaliła się legenda „najstraszniejszej polskiej jazdy”, a sami elearzy stali się popularnym tematem powieściowym czy malarskim.

Co Rembrandt i inni malarze chcieli uwiecznić na swoich płótnach? Czy widzieli w lisowczykach tylko mit kawaleryjskiej fantazji, czy też uosobienie dzikiej, nieokiełznanej swobody jeźdźców, którzy przemierzyli kontynent od Morza Białego aż po Ren?

Takie pytanie stawiają autorzy fabularyzowanego dokumentu „Polacy i Konie: Lisowczycy” z 1993 roku, jedynego odcinka planowanej serii. Jak byście na nie odpowiedzieli? Skąd bierze się fascynacja lisowczykami? Piszcie w komentarzach.

4 Comments

  1. Historia i literatura są pełne postaci, na które prawie wszyscy „położyli lachę” (przepraszam, ale inne słowa tego nie oddadzą), dopiero rozumny i żelaznego charakteru lider(teraz zgodnie z nowomową) potrafi skierować ich energię na właściwe tory kiedy Ojczyzna w potrzebie. Są też jednostki, które w ekstremalnych warunkach pokazują, swojego „dyjamentowego ducha” , a gdzie inni, uważani za nobliwych kundleją paskudnie.
    Stąd, przynajmniej a mnie, fascynacja CZŁOWIEKIEM SKREŚLONYM.

    Tak całkiem z innej parafii: i kto Nas Polaków śmie uczyć demokracji?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.