Największe pomyłki polskiego kina historycznego

Największe pomyłki polskiego kina historycznego

W „Kilerze” Juliusza Machulskiego komisarz Ryba wypowiada legendarną kwestię: „Pomyłka? Moja była żona miała na drugie pomyłka”. W polskim kinie historycznym nie brakuje filmów, które najsłynniejszy komisarz III RP mógłby podsumować w taki sam sposób.

#5 „Pan Tadeusz” (reż. Andrzej Wajda, 1999 r.)

Do ekranizacji najważniejszego polskiego dzieła literackiego Andrzej Wajda podszedł ambitnie. I nie chodzi tylko o rozmach realizatorski, lecz także sam zamysł artystyczny, który od początku nastawiony był na wierne oddanie atmosfery poematu. Stąd ryzykowny pomysł realizacji filmu w duchu mickiewiczowskim, tj. z zachowaniem oryginalnego podziału narracyjnego i formy wierszowej.

Pamiętacie scenę z budką telefoniczną w „Nic śmiesznego” i kwestię „aha, kasowe to to nie będzie”? Gdyby Wajda zadzwonił wcześniej do Waldiego, usłyszałby zapewne to samo, co filmowy Adaś Miauczyński.

Umówmy się – nie może wyjść dobrze przepisywanie na język kina utworu wierszowanego trzynastozgłoskowym aleksandrynem polskim. „Pan Tadeusz” to skomplikowane warsztatowo dzieło. Kilka lat przed Wajdą podobną próbę – w tym wypadku z Szekspirem – podjął Baz Luhrmann w głośnym filmie „Romeo i Julia”. I też poległ.

Film ratuje oczywiście scenografia, muzyka i ta romantyczna narodowa melancholia, którą udało się zachować w wajdowskiej adaptacji „Pana Tadeusza”. To jednak za mało, jak na tak duży tytuł.

#4 „Tajemnice Westerplatte” (reż. Paweł Chochlew, 2013 r.)

Pamiętacie słowa Jacka Braciaka dotyczące różnic między polskim i amerykańskim filmem wojennym? Dla przypomnienia:

„Tajemnica Westerplatte” to idealny przykład na kinematograficzną bolączkę, o której mówi aktor. Film ocieka tanim patosem, jest pełen niekonsekwencji historycznych i fabularnych, a pod płaszczykiem konfrontacji odwiecznych narodowych postaw ukrywa tani dydaktyzm. Nie przekonują też sami aktorzy, chociaż na ich usprawiedliwienie warto przyznać, że z tak płaskiego scenariusza ciężko wycisnąć jakąkolwiek głębię.

Film Chochlewa wywołał ogromne kontrowersje ze względu na część scen – ukazujących pijaństwo polskich oficerów czy niską dyscyplinę wśród wojska. Nie doszukiwałbym się w tym ideologicznego sabotażu, raczej marnej próby naśladownictwa amerykańskiego wojennego realizmu rodem z „Kompanii Braci” czy „Szeregowca Ryana”.

#3 „Stara baśń – kiedy słońce było bogiem” (reż. Jerzy Hoffman, 2003 r.)

„Stara Baśń”, inspirowana powieścią Kraszewskiego, była próbą starcia polskiego kina ze słynną legendą o Popielu. I o ile absurdy fabularne filmu Hoffmana można wytłumaczyć przyjętą konwencją – na poły fantastycznej powieści o początkach Polski – o tyle nic nie tłumaczy beznadziejnych dialogów, wtórnej obsady aktorskiej i efektów specjalnych rodem z serialowej adaptacji „Wiedźmina”. Oglądając i słuchając „Starą Baśń”, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że twórcy zebrali do kupy wszystko, co zostało im po nakręceniu „Ogniem i Mieczem”, zmienili nieco scenerię i rys postaci (ale bez przesady!), a na koniec wydali całość jako „zupełnie nowy film”.

W „Starej Baśni” razi mnie też lekkie podejście do realizmu historycznego. Stroje i wyposażenie bohaterów przyprawia o gęsią skórkę każdego, kto kiedykolwiek miał do czynienia z historią epoki. Ostatni zarzut potraktujcie jako dodatkowy, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie każdy widz wymaga od filmu poprawności w zakresie przedstawienia kultury materialnej. Osobiście zwracam na to uwagę – autorzy polegli sromotnie także na tym polu.

Film powstał we wrześniu 2003 roku. Dwa miesiące później Amerykanie uraczyli nas trzecią częścią „Władcy Pierścieni”. To tak dla porównania:

#2 „1920. Bitwa Warszawska” (reż. Jerzy Hoffman, 2011 r.)

Wiele spodziewałem się po filmie o Bitwie Warszawskiej – największym polskim zwycięstwie XX wieku, które osiągnęliśmy tylko i wyłącznie dzięki mądrej taktyce i heroizmowi żołnierzy. Zamiast świetnej dawki kina wojennego, Hoffman po raz kolejny zaserwował widzom niestrawną papkę, pełną bezsensownych scen i kretyńskich pół-postaci. Te ostatnie pięknie podsumowują banalny do bólu Piłsudski (w tej roli Daniel Olbrychski) i Natasza „Pepesza” Urbańska:

„1920. Bitwa Warszawska” to nuda, ściema i porażka polskiego kina historycznego. Tym większa, że oczekiwania względem „pierwszego pełnometrażowego filmu 3D” były duże – zarówno pod kątem fabuły, jak i techniki wykonania.

Brrr!

#1 „Bitwa pod Wiedniem” (reż. Renzo Martinelli, 2012 r.)

Kilka akapitów wyżej wspominałem o ekranizacji „Władcy Pierścieni”. Wiecie jak wyobrażam sobie scenę najsłynniejszej polskiej szarży kawaleryjskiej? Mniej więcej tak, jak przedstawił to Peter Jackson w „Powrocie Króla”:

Wyobraźcie tylko sobie, że oblężone Minas Tirith to Wiedeń, a Rohirrimowie zamiast tarcz i oszczepów mają husarskie półzbroje i kopie. Ach, co to byłby za widok!

Tymczasem polsko-włoska „Bitwa pod Wiedniem” Renzo Martinelliego nie daje ani grama emocji, jakich oczekiwałem po tak świetnym temacie. Sceny batalistyczne wołają o pomstę do nieba, a przy efektach specjalnych wymięka nawet słynny smok z przytoczonego wcześniej „Wiedźmina”.

Martinelli chciał przedstawić w filmie nie tylko ważną część polskiej i europejskiej historii, lecz także pokazać konflikt kulturowy między chrześcijanami i wyznawcami islamu. Zawsze sądziłem, że „Królestwo Niebieskie” Ridleya Scotta z kowalem-lordem-obrońcą Balianem z Ibelinu i zaskakująco ludzkim Saladynem nauczyło filmowców, że nie warto podchodzić do tego tematu bez solidnego pomysłu. Zbyt łatwo o banał. Martinelli udowodnił mi, że byłem w błędzie.

Rys psychologiczny zbiorowości kulturowych w „Bitwie pod Wiedniem” jest bowiem tak nieznośnie powierzchowny, że nie da się go brać na serio. Na zachodzie film promowany był zresztą pod tytułem „September Eleven 1683” – nawiązanie jest oczywiste.

Jakiego filmu brakuje na powyższej liście? Piszcie w komentarzach! 

4 Comments

  1. Pozycje od 4 do 1 – pełna zgoda. Ale Pan Tadeusz to film bardzo udany i na dodatek wbrew sugestiom autora artykułu był kasowym super hitem – ponad 6 mln widzów. Po 1989 roku tylko Ogniem i Mieczem miało lepszy wynik.

  2. Pingback: Anonim
  3. Zgadzam sie ze wszystkim ale właśnie…..z Panem Tadeuszem to pomyłka. Wielu moich znajomych tez narzeka na poetyczna wersje ale akurat te osoby, które książce tez nie poradzily.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.